Katarzyna Komar
04-08-2019

Dlaczego NIE WOLNO dokarmiać cudzych koni – cz. 1

Mało jest tematów wzbudzających większe emocje wśród właścicieli stajni, zwłaszcza przydomowych, oraz pensjonariuszy ośrodków, w których prowadzona jest nauka jazdy (głównie dla dzieci), niż niekontrolowane dokarmianie. Euforycznie nastawieni miłośnicy zwierząt potrafią pokonać wszystkie dzielące ich przeszkody i/lub wrzucić na pastwisko swoje odpady spożywcze w przeświadczeniu, że wspomogą głodujące zwierzęta liśćmi kapusty, kromkami nadpleśniałego chleba i kilkoma kilogramami kostek cukru - pisze o tym zjawisku Christine Lange w książce Jazda konna – etykieta. Problem jest ogromny; fora koniarskie (a także fora właścicieli psów i nie tylko) pękają w szwach od podobnych wątków, zawierających porady, jak swoje konie czy inne zwierzęta przed beztroskimi dokarmiaczami chronić, bo prośby i zakazy okazują się słabo skuteczne bądź skutkują na krótką metę. Stajnie zatem, a nawet ogrody zoologiczne czy inne podobne instytucje, postawiły więc na kontrolowane dokarmianie – nie znam stajni, w której regulaminie nie jest zawarty punkt mówiący o tym, że karmienie koni może odbywać się tylko w asyście pracowników stajni i tylko smakołykami przez nich skontrolowanymi. My, podobnie jak wielu innych instruktorów czy właścicieli ośrodków jeździeckich, stawiamy na edukację – czy można karmić, czym, kiedy i w jaki sposób – to wszystko ma ogromne znaczenie, z czego koniarscy laicy zwyczajnie nie zdają sobie sprawy (i mają do tego prawo). Coraz częściej przekonujemy się o tym, że to, co dla koniarza jest oczywiste, niekoniecznie jest jasne dla osób niezwiązanych z końmi. Być może wynika to z faktu, że coraz więcej osób mieszka na obszarach zurbanizowanych i spędza większość czasu w pomieszczeniach zamkniętych, a co za tym idzie, ma coraz mniejszy kontakt z żywym inwentarzem1. Kiedyś może dokładniej to omówię, ale w ogóle behawior koni dla człowieka nie jest oczywisty – wielu rzeczy trzeba się po prostu nauczyć, bo intuicja, która sprawdza się dość dobrze w przypadku naszych psich towarzyszy, w przypadku koni zawodzi nieraz zupełnie. Koniarscy nowicjusze często muszą zatem zaufać wskazówkom bardziej doświadczonych kolegów, co przychodzi im nieraz z dużym trudem. Ponieważ zbliża się (oficjalne) otwarcie sezonu jeździeckiego 2020, więc w sam raz pora jest dobra, by temat karmienia poruszyć. W pierwszej części tekstu będzie mowa o tym, jakie problemy zdrowotne czy behawioralne może niekontrolowane dokarmianie wywołać u koni.
Współcześnie uprawiane odmiany roślin pastwiskowych zawierają bardzo dużo substancji odżywczych i mają wysoką wartość energetyczną - dla lekko pracujących koni to o wiele za dużo

1. Zatrucie:

Czy trawa może zaszkodzić stepowemu trawożercy?2

Pewnego razu rowerzystka z nastoletnią córką zatrzymały się przy naszym płocie i dziewczynka zaczęła karmić konie z ręki trawą zerwaną z pobocza drogi. Poprosiłam, by przestała, dodając, że mogę je wpuścić na teren stajni i dać dziecku coś, czym będzie mogło konie pokarmić, skoro taką mu to sprawia frajdę. Rowerzystki jednak oburzyły się na mnie, bo ich zdaniem przecież trawa nie może koniowi zaszkodzić. Fakt faktem, trujących roślin w pobliżu naszych pastwisk nie ma (wykaszamy miedze i pobocza regularnie), ale tak się złożyło, że był to czas intensywnej uprawy pobliskich pól (nawożenie, opryski – część z tych substancji była nawet przez krótki czas składowana na drodze lub poboczu), więc siłą rzeczy trawa przy drodze była zanieczyszczona chemią rolną. Matka z córką nie były ciekawe moich wyjaśnień i poirytowane odjechały, rozumując zapewne, że zabroniłam dokarmiać konie tak po prostu, z czystej złośliwości. A to ze mnie wredny pies ogrodnika!
Pomijając jednak takie nieoczywistości, jak chemiczne skażenie, zdarzają się przypadki, kiedy trawa koniowi szkodzi. Po pierwsze, pewne gatunki traw, zawierające dużo krzemionki, tworzą włókniste czopy w zgięciu miednicznym okrężnicy, co może prowadzić do kolek lub nawet skrętów jelit, a to są już stany zagrażające życiu – w przypadku skrętu opiekun konia ma 2 do 2,5 godziny na reakcję, zanim sytuacja będzie nieodwracalna i koń po prostu padnie, niewyobrażalnie się przedtem męcząc.
Z tego samego względu (ryzyko kolki, skręt jelit w wyniku zapiaszczenia) w żadnym wypadku nie wolno dawać koniom trawy wyrwanej z korzeniami, zabrudzonej ziemią marchwi czy buraków. Do karmienia koni nie nadaje się także trawa ścięta przez kosiarkę do trawników – jest krótka i również może zatykać fragmenty przewodu pokarmowego, np. przełyk (o tym za chwilę); ponadto może zawierać rośliny trujące i po prostu śmieci – kawałki szkła, kapsle, plastikowe zakrętki, strzępy folii itp. Również trawa ścięta kosą tradycyjną, ale niewłaściwie koniom podana, może się stać przyczyną kolki lub zatrucia – musi być rozłożona cienką warstwą na ziemi, by się nie zaparzyła, i skarmiona w krótkim czasie od skoszenia, nim zacznie fermentować.
Autorka oprowadzająca kolkującą klacz, której (prawdopodobnie świadomie) podano do jedzenia rośliny trujące

Sąsiad – truciciel i „Lepiej Wiedzący”

Zdarza się, że dokarmiacz nieświadomie lub - co gorsza - celowo poda koniowi rośliny, których on absolutnie nie powinien jeść. Koń raczej sam nie zerwie i nie zje rośliny dla niego szkodliwej, jednak zerwanej przez kogoś, a jeszcze dodatkowo przywiędłej, może nie rozpoznać jako trującej.
Kilkanaście lat temu, pracując w zaprzyjaźnionej stajni, spotkałam się z dość tajemniczą i niebezpieczną sytuacją. Wierzchowce w tamtym ośrodku, pod nieobecność właściciela, były zamykane w angielskiej stajni – każdy koń miał z boksu osobne wyjście na zewnątrz, a górne połowy drzwi były otwarte, tak, że konie mogły wyglądać na zewnątrz. Przyjechałam tam kiedyś bez zapowiedzi i ze zdziwieniem odkryłam, że w boksie klaczy ze źrebakiem leży duża wiązka niedawno ściętej, choć przywiędłej już rośliny – trującej dla koni. Na skutki nie trzeba było długo czekać. Klacz dostała kolki, którą dość szybko na szczęście udało się rozchodzić, zaś ze źrebakiem było bardzo, bardzo źle – rzucał się z bólu na ziemię, tarzał, tylko z trudem udawało się go podnieść, żeby go pooprowadzać do przyjazdu weterynarza. Udało się malucha uratować, ale czekało go długie leczenie – w tym z obrażeń, jakie sam sobie zadał, rzucając się gwałtownie na ziemię. Właściciel koni, poinformowany o całej sytuacji, podejrzewał, że konie „nakarmił” mu sąsiad, z którym był w nie najlepszych stosunkach…
Wiele lat spędziłam pracując w różnych dolnośląskich stajniach. W jednej z nich sąsiedzi z uporem wyrzucali na pastwiska całe worki pieczywa, przeważnie zepsutego – cukierniczego (drożdżówek z nadzieniem, już spleśniałym), kromek chleba smarowanego zjełczałym już masłem, kanapek z dżemem lub nutellą. Konie oczywiście nigdy nie tknęły tych odpadków (stajenne psy, niestety, owszem…). Wraz z ekipą stajni sprzątaliśmy to niemal dzień w dzień, wywożąc sterty pieczywa na gnój całymi taczkami. Rozmowy z upartymi dokarmiaczami nic nie dawały; wzywanie policji (za zaśmiecanie) też niewiele. Właściciel w końcu znalazł na śmiecących (bo nie dokarmiających, no sorry) sąsiadów skuteczny bat, ale to zupełnie inna historia. Zaś jeśli chodzi o dokarmianie koni pieczywem, trzeba wziąć pod uwagę parę rzeczy. Przede wszystkim ów memiczny już „suchy chleb dla konia” nie oznacza świeżego chleba bez masła, tylko cienko pokrojone i starannie wysuszone pieczywo3. Jednak nawet jeśli, drodzy dokarmiacze, zadacie sobie trud odpowiedniego przygotowania chleba dla „konisiów”, nie znaczy to, że można go podać dowolnemu koniowi w dowolnym momencie. Przede wszystkim jakość pieczywa jest bardzo różna, i jest to, trzeba pamiętać, pasza silnie fermentująca. No i warto wiedzieć, że różne konie różnie reagują na poszczególne rodzaje paszy i nie każdemu osobnikowi można dać do jedzenia to samo, co innemu, i w takiej samej ilości.
To jest śmiecenie, a nie dokarmianie...

Czekolada, kiełbasa, żelki...

Parę lat temu pracowałam dorywczo w ośrodku, który specjalizował się w organizowaniu imprez dla dzieci. Po odjeździe każdej wycieczki szkolnej czy przedszkolnej, kontrolując żłoby koni (które na szczęście w ciepłej porze roku rzadko bywały w stajni), znajdowałam takie smakołyki, jak kiełbasa z grilla, doprawiona keczupem i musztardą, zafoliowane (!) kanapki, ciastka, batony, hamburgery… Ja rozumiem, że dzieci nie mają świadomości, czym konia można nakarmić, a czym nie, ale rodzic czy opiekun, jako dorosły, jakieś elementarne pojęcie na pewno ma – jak choćby w przypadku tych zapakowanych kanapek. Chyba raczej jasne jest, że koń sobie tej kanapki z folii nie odwinie, i jeśli ją zje, to niestety razem z opakowaniem. Pies taki eksperyment prawdopodobnie przeżyje, odchorowawszy czas jakiś, koń niekoniecznie – nie potrafi wymiotować! Wszystko, co znajdzie się w jego układzie pokarmowym, musi pokonać całą jego długość, co może się dla zwierzęcia bardzo źle skończyć.
Dodam jeszcze tylko, że wstęp do stajni bez towarzystwa instruktora czy pracownika ośrodka osobom postronnym był wzbroniony, a jednak jakimś cudem po każdej imprezie w żłobie któregoś konia zawsze znajdowało się niespodzianki.
Marek Trela, były prezes stadniny w Janowie Podlaskim, w książce Ewy Bagłaj wspomina sytuację, kiedy stadninę odwiedziła wycieczka pracownic fabryki słodyczy. Nikt z ekipy stadniny wprawdzie nie złapał żadnej z pań na dokarmianiu koni, jednak po ich odjeździe ciężko rozchorowała się niezwykle cenna klacz Pilarka (Palas – Pierzga/Negatiw). Doktor Trela wykonał choremu koniowi kilkanaście (!!!) płukań żołądka, usuwając zeń mnóstwo czekolady. Konia szczęśliwie udało się uratować, choć nie było łatwo.
Czekolada, jak może nie wszyscy wiedzą, nie jest smakołykiem odpowiednim dla koni. Sprawa w ogóle jest dość szczególna, bo zawarty w czekoladzie alkaloid teobromina jest przez FEI (Międzynarodową Federację Jeździecką) uznany za substancję dopingującą. Już niewielka ilość czekolady, podana koniowi sportowemu, eliminuje go ze startu w zawodach.
Czytając fora jeździeckie można natrafić na więcej przykładów niebywałej wręcz pomysłowości dokarmiaczy; właściciele i opiekunowie koni znajdują na ich wybiegach np. resztki ze śniadania - płatki z mlekiem, z obiadu - odpadki w postaci makaronu z sosem (mięsnym, pomidorowym; do wyboru), puree ziemniaczanego, kotletów (głównie mielonych)4, surówek, a nawet ogryzionych kości (!!!). Drodzy dokarmiacze – koń to nie świnia, ani nie śmietnik. Takich rzeczy nie tknie nawet szanujący się pies gospodarski, więc dawanie ich koniowi tym bardziej nie ma sensu.
Ślad po kopnięciu - na szczęście powierzchowny; dość szybko się zagoił

2. Zadławienie:

Przytrafiło się nam raz. Po prostu Karina nie wiedzieć czemu wyjątkowo łapczywie spożyła swoją wieczorną garstkę owsa i zadławiła się. Szczęśliwie skończyło się na kilku godzinach nerwów, masażu przełyku i oprowadzaniu konia w kompletnych ciemnościach, ale obyło się bez interwencji weterynarza. Znajomi nie mieli tyle szczęścia. Koń przeżył, obyło się bez zabiegu, ale siwych włosów przybyło im niemało. Co to jest, to zadławienie, i dlaczego jest takie groźne?
Jak można przeczytać w Chirurgii weterynaryjnej Kulczyckiego, zatkanie przełyku spowodować może zatrzymanie się w nim treści pokarmowej, takiej jak zbita masa trawy, siana, otrąb bądź skrawki warzyw (marchew, buraki) czy owoców (jabłka). Koń zaczyna się dławić, ślinić, nie przyjmuje pokarmu, a przy próbach picia woda wylewa mu się przez nozdrza. Może się zdarzyć, że treść pokarmowa cofa mu się przez nos, co grozi rozwinięciem się zachłystowego zapalenia płuc, a w konsekwencji nawet gangreny płuc, nie mówiąc już o powikłaniu w postaci martwicy błony śluzowej przełyku w miejscu niedrożności. Konieczna jest interwencja weterynarza – płukanie przełyku, a często niestety cięcie. Po operacji koń musi pozostać na ścisłej diecie, a w pierwszych dniach po zabiegu żywiony jest przez sondę nosowo-żołądkową. Po co narażać go na taki stres?
Połykanie dużych kawałków pokarmu potrafi także spowodować innego rodzaju dolegliwości – skurcz przełyku, co prowadzi do powstania ran błony śluzowej tego narządu czy stanów zapalnych. Ryzyko wystąpienia takich nieprzyjemności zwiększa się drastycznie, kiedy koń je nerwowo, a takie sytuacje właśnie zdarzają się podczas karmienia koni przez osoby nie znające hierarchii stada, co prowadzi nas do kolejnego podpunktu:

3. Urazy w wyniku konfliktu między końmi:

W bardzo przystępnie napisanym poradniku jeździeckim Zrozumieć konia autorka przytacza pewną sytuację dotyczącą karmienia w stadzie. Pozwolę sobie zacytować:
Dwie dziewczynki podczas pobytu na wakacjach odkryły pastwisko dla źrebaków. Przelazły przez płot i zaczęły możliwie sprawiedliwie obdzielać zwierzęta przyniesionymi łakociami. Na końcu próbowały także coś dać słabszemu źrebakowi, który wyraźnie trzymał się z dala od innych. Nagle konie zaczęły się tłuc, a dziewczynki znajdujące się pomiędzy nimi zostały pokaleczone.
Należy pamiętać, że konie mają zupełnie inne poczucie sprawiedliwości niż człowiek. Pisze o tym także Peter Wohlleben w książce Duchowe życie zwierząt - jedna z jego klaczy ma opiekunom za złe, że podczas karmienia jej starsza koleżanka dostaje znacznie większą porcję paszy (wynika to z konieczności podreperowania kondycji przeszło 20 – letniego konia, który nie najlepiej już przyswaja paszę objętościową); swoje niezadowolenie objawia kładzeniem uszu i dreptaniem, czyli stosunkowo łagodnie. My w swojej karierze koniarskiej widywaliśmy już konie pokaleczone, z poważnymi ranami (wałach z niemal całkowicie oderwaną dolną wargą), złamaniami kończyn, urazami narządów wewnętrznych (kopnięcie w brzuch, a w rezultacie krwotok wewnętrzny, postępujący szybko wstrząs hipowolemiczny i niestety zgon konia na stole operacyjnym), uszkodzeniami ścięgien (to zaliczyła nawet nasza Karina – kopnięta w tylną nogę przez najlepszą koleżankę; leczenie trwało kilka miesięcy). Na szczęście najczęściej urazy bywają raczej powierzchowne – wyrwane kępki sierści w wyniku ugryzień czy otarcia skóry, krwiaki i siniaki, będące rezultatem kopnięć. Często właściciele stajni, po gwałtownie zwiększonej ilości śladów ugryzień czy kopnięć na skórze swoich koni potrafią powiedzieć, czy w okolicy nie kręcą się aby dokarmiacze. Wówczas zdwajają czujność i wreszcie przyłapują dokarmiacza na gorącym uczynku.
Ślad po ugryzieniu

4. Zranienia o ogrodzenie:

Bywają konie, zwłaszcza ras prymitywnych i niektórych ras kuców, które nie respektują ogrodzeń elektrycznych. Dokarmianie ich przez płot zachęca do napierania na ogrodzenie (w czym przodują konie zimnokrwiste, których czasem betonowe ogrodzenie nie powstrzymuje), co może prowadzić do jego przerwania i pokaleczenia konia o druty siatki czy ostre końce połamanych żerdzi. Nietrudno wówczas o trudno gojące się, czasem poważne, rany i pozostające po nich szpecące blizny. Większym jednak zagrożeniem jest nauczenie w ten sposób konia nie respektowania ogrodzeń, co może skutkować jego nałogowym uciekaniem i wypuszczaniem przy okazji reszty stada. Łatwo sobie wyobrazić, co może się stać, kiedy takie stado wydostanie się na drogę… Tylko w ubiegłym roku w Polsce było kilka takich wypadków z udziałem koni – w grudniu w Sędkach pod Ełkiem czy w październiku na drodze krajowej w okolicach Królowego Mostu. Głośno było także o śmiertelnym wypadku motorowerzysty pod Semlinem, przy czym nie ma pewności, że uczestniczył w nim koń, czy inne zwierzę (jeleń?). Pod artykułami opisującymi to zdarzenie pojawiły się wulgarne komentarze pod adresem właściciela konia…
Z opowieści znajomych znamy także przebieg poważnego zdarzenia, które miało miejsce kilka już lat temu niedaleko dobrze mi znanej pewnej dużej stajni na Dolnym Śląsku. Tam także stado koni wydostało się z pastwiska na drogę i doszło do kilku kolizji, w wyniku których ucierpiały konie i ludzie. Jeśli chodzi o tamto miejsce, ogrodzenie terenu stajni (siatka, żerdzie) bywało często celowo uszkadzane przez spacerowiczów z okolicznych osiedli, wyprowadzających swoje psy na kilkuhektarowy wybieg, gdzie pasło się przeszło 20 koni – sama nieraz zwracałam „zabłąkanym” uwagę, co w większości przypadków kwitowali wzruszeniem ramion lub nieartykułowanym burknięciem. Zdarzali się również dokarmiacze, wchodzący przez dziury w rozerwanych siatkach. I w tym przypadku prośby o nienaruszanie płotu nie odnosiły żadnego skutku. W naszej stajni zaś, za każdym razem, kiedy zauważymy kogoś przy płocie pastwiska, idziemy skontrolować stan ogrodzenia (a często, niestety, pozbierać wrzucone na wybieg puszki czy butelki po piwie bądź inne śmieci). Nieraz zdarzało się, że zastawaliśmy ogrodzenie przerwane. Ponieważ mieliśmy dość takiego stanu rzeczy, w celu zapewnienia sobie wreszcie spokoju ducha, metodą prób i błędów opracowaliśmy w końcu wystarczająco odporne ogrodzenie, które jak dotąd świetnie nam się sprawdza.
"Gdzie dobre płoty, tam dobrzy sąsiedzi"

5. Choroby kopyt, ochwat, zespoły metaboliczne

Na początek warto sobie uświadomić, że w ostatnich kilkudziesięciu latach zmieniła się rola koni. Rzadko kiedy używa się ich do ciężkich prac, jak orka, ciągnięcie ładunku, zrywka drzewa. Większość koni, zwłaszcza rekreacyjnych, jest regularnie przekarmiana – podaż kalorii wielokrotnie przekracza ich zapotrzebowanie, zwłaszcza, jeśli do tego są jeszcze stale zamknięte w boksach. W ogóle koń domowy nigdy w swej historii nie dostosował się do tzw. tradycyjnego sposobu żywienia, który polegał na podawaniu mu trzech posiłków dziennie, złożonych z paszy treściwej, i odrobiny paszy objętościowej (często w postaci mało wartościowej sieczki słomianej, dodawanej do ziarna, by spowolnić jego pobieranie i spowodować lepsze naślinianie paszy). Powodowało to różne schorzenia (ochwat, kolki), a także zgony koni (skręty żołądka, jelit). Z natury koń stworzony jest do pobierania małych ilości niezbyt odżywczej paszy, ale niemal stale – przez około 16 godzin na dobę. Do tego przystosowany jest jego układ pokarmowy – stosunkowo niewielki żołądek, olbrzymie jelita grube, w których, jak w kadziach fermentacyjnych, zachodzi rozkład włókien roślinnych na składniki odżywcze, brak możliwości magazynowania żółci (koń nie ma woreczka żółciowego), której wyrzut u innych zwierząt umożliwia strawienie dużego posiłku. Do tego dochodzi stałe wydzielanie kwasu solnego, który przy braku ciągłego pobierania małych ilości paszy zaczyna uszkadzać błonę śluzową żołądka, zwłaszcza w części bezgruczołowej, co prowadzi do różnych innych dolegliwości, a nawet problemów behawioralnych5.
Obecnie znacznie więcej wiemy o fizjologii koni niż nasi dziadkowie i bardziej jesteśmy świadomi tego, jak konie żywić, żeby im nie szkodzić. Okazuje się, że nawet chów tzw. ekstensywny nie chroni konia przed byciem stale przekarmianym, a to dlatego, że stare odmiany traw pastwiskowych zostały zastąpione przez takie odporne na wydeptywanie i zgryzanie oraz zawierające zwiększoną ilość substancji odżywczych. Na zaburzenia związane z podażą większej ilości węglowodanów niestrukturalnych narażone są zwłaszcza konie ras prymitywnych (konik polski, hucuł) i kuce, które z natury dobrze wykorzystują paszę. Z opinii znajomych weterynarzy hipiatrów wiem, że mało który kuc nie ma za sobą epizodów ochwatowych, a znakomita większość jest otyła. Takim koniom nawet dodatkowe parę marchewek (!!!) ponad starannie wyliczoną dawkę pokarmową potrafi zaszkodzić do tego stopnia, że wywoła co najmniej zapalenie tworzywa kopytowego, ochwat, a w dalszej perspektywie insulinooporność, cukrzycę, i inne dolegliwości metaboliczne.
Obrączki na kopycie to ślady po przebytych zapaleniach tworzywa

LGL – zapalenie tworzywa kopytowego (stan przedochwatowy)

LGL to low grade laminitis, czyli zapalenie tworzywa kopytowego niskiego stopnia. Z powodu dużej ilości łatwo strawnych cukrów w diecie konia, w jego organizmie zachodzą procesy prowadzące do uszkodzenia w tkankach kopyta połączeń tworzywo – róg, co powoduje bolesność kopyt i niemożność poruszania się po twardym podłożu lub kulawiznę. W rogu kopytowym widać wówczas plamy wynaczynionej krwi i płynu zapalnego. Rozerwane połączenia tworzywo – róg prowadzą do oderwania się ściany kopyta, co skutkuje bolesnością przypominającą oderwanie paznokcia.
Po lewej ochwacony koń, odciążający obolałe przednie kopyta (ochwat najczęściej dotyka kończyny przednie - ale nie tylko, niestety)
Weterynarya gospodarska

Infekcje strzałki kopytowej

Chociaż na wystąpienie infekcji, powodujących w rezultacie gnicie strzałki, składa się wiele czynników, sposób żywienia konia również ma niemały wpływ na stan tej części kopyta. Strzałka kopytowa jest niczym innym, jak opuszką palca, i to właśnie ona, jak opuszki łap u psa czy kota, służy do chodzenia oraz amortyzacji ruchu. Podobnie jak nasze palce, strzałka kopytowa konia zawiera wiele receptorów czuciowych – to one przekazują informacje o tym, po jakim podłożu koń się porusza. Chyba łatwo sobie wyobrazić, co czuje koń, kiedy ta wrażliwa struktura (często i tak niedorozwinięta wskutek nieodpowiednich warunków chowu) zaczyna gnić…
Zaczynająca się rotacja kości kopytowej - w najgorszym razie obróci się tak, że jej ostry koniec przebije miękkie części kopyta i podeszwę...
Weterynarya gospodarska

Ochwat – niezakaźne rozlane wysiękowe zapalenie tworzywa kopytowego

Ochwat toksyczny (bo jest jeszcze mechaniczny, ale tym razem się nim nie będę zajmować), polega ogólnie na całkowitym lub częściowym oddzieleniu puszki rogowej od tworzywa kopytowego przez wysięk surowiczo - włóknikowy, czyli de facto zniszczeniu połączeń tworzywo-róg. Na tym się jednak nie kończy. Koń, próbując odciążyć bolesne kopyta, przybiera charakterystyczną postawę (tzw. postawa siedzącego psa) – wysuwa przednie nogi i obciąża tylne. Kopyta zaczynają narastać w nieprawidłowy sposób, broniąc się przed nadmiernym naciskiem. Kość kopytowa ulega wskutek tego coraz większej pionizacji, kierując się wyrostkiem wyprostnym w kierunku podeszwy, co może prowadzić do jej przebicia (!!!). Chory koń bardzo cierpi, leczenie jest długotrwałe, uciążliwe, a rokowanie czasem niepewne (jeśli doszło już do uszkodzenia kości lub jej rozpuszczenia). Rehabilitacja konia po ochwacie trwa rok (!), czasem dłużej, i wymaga codziennych, kilkukrotnych zabiegów i kontrolowanego ruchu.
Stado koni ma swoją ściśle określoną hierarchię; wtargnięcie obcego człowieka ten porządek zaburza i prowadzi do konfliktów

6. Problemy behawioralne:

Nieumiejętne karmienie konia z ręki powoduje, że zaczyna on być natarczywy, a nawet niebezpieczny – zaczyna podgryzać osobę obsługującą go, chwytać zębami za dłonie czy przeszukiwać kieszenie, co prowadzi do uszkodzeń ubrania, a nawet przewrócenia i zdeptania niefortunnego dokarmiacza. Niektóre konie (np. nasza Wista – nauczyła się tego w którejś poprzedniej stajni6) mają lub miały taki zwyczaj, więc ich aktualny właściciel czy opiekun nie życzy sobie karmienia z ręki, żeby nie powróciły koniowi dawne niebezpieczne nawyki. Niektórzy właściciele koni, pracujący metodami zaczerpniętymi z niektórych szkół tzw. jeździectwa naturalnego, w ogóle nigdy nie karmią swoich wierzchowców z ręki i nie życzą sobie, żeby ich pupil kojarzył ludzkie dłonie z jedzeniem. Czyjeś niefrasobliwe dokarmianie może im tę pracę kompletnie zrujnować.
"To napad, dawaj marchewkę!" - dwa kucyki szetlandzkie uciekły z pastwiska i zaczepiały przechodniów

7. Ułatwienie kradzieży:

W ostatnim czasie coraz częściej słyszy się o kradzieży koni. Konie znikają z pastwisk, ze stajen, bez różnicy. Wygląda na to, iż kradzieże mają związek z kilkukrotnym wzrostem cen końskiego mięsa w rzeźniach w ciągu ostatnich lat. Nie bez przyczyny kradzione są głównie konie ciężkie, o dużej wadze – zimnokrwiste, ślązaki, czasem fiordy. Tylko w ostatnim roku w Małopolsce dokonano kradzieży w kilku stajniach (Izby, Kurów, Mochnaczka Wyżna), a na Słowacji skradziono aż 20 koni. Policja podejrzewa, że stoi za tym mafia polsko-rumuńska. Niestety, ale obrót końskim mięsem to w Europie i na świecie jest bardzo dochodowym interesem. Tradycyjnie w handlu koniną przoduje Europa (Włochy, Belgia, Francja), ale ponoć ostatnio bardzo dynamicznie rozwija się rynek azjatycki, należy się więc spodziewać, że kradzieży niestety będzie coraz więcej...
Koń, przyzwyczajony do kontaktu z obcymi osobami, któremu taki kontakt kojarzy się przyjemnie (bo dostaje coś dobrego do jedzenia, albo jest głaskany), nie będzie nieufny wobec nieznajomych, w związku z czym stanowi łatwy łup dla koniokrada. I o tym też warto pamiętać, zanim się pójdzie pokarmić z ręki lub pogłaskać ślicznego cudzego konika...

Tak więc, miłośniku zwierząt, zanim wysypiesz worek jabłek czy marchwi na czyjeś pastwisko albo przywieziesz ulubionemu konikowi ze szkółki pudełko cukierków7, weź, proszę, pod uwagę to, co napisałam powyżej. Naprawdę, to, że czasem właściciel konia nerwowo zareaguje na próby dokarmiania swego wierzchowca, to nie jest złośliwość z jego strony, ani zazdrość o sympatię pupila8. Przeciwnie, większość koniarzy bardzo chętnie chwali się swoimi rumakami; potrafią gadać o nich godzinami, popisywać się ich wypielęgnowanymi grzywami, lśniącą sierścią czy spektakularnym ruchem. Jeśli więc właściciel konia nie zgadza się na jego dokarmianie lub dokładnie chce sprawdzić, co temu zwierzęciu jest podawane do jedzenia, to dlatego, że po prostu wie o jakichś problemach zdrowotnych czy behawioralnych pupila, jest świadomy hierarchii w stadzie, którą niekontrolowane dokarmianie może zaburzyć i po prostu troszczy się o swojego zwierzaka, i to nie tylko dlatego, że w razie kłopotów będzie musiał wydać bajońskie sumy na jego leczenie. Warto też pamiętać o tym, że swobodnie hasające do woli po padokach konie to akurat nie te, które potrzebują cudzej opieki i dokarmiania. Prawdziwe końskie dramaty rozgrywają się w zamkniętych, zawalonych gnojem komórkach, gdzie nawet najbliżsi sąsiedzi nieraz nie mają pojęcia, że tam w ogóle są trzymane jakieś konie… Ale to temat na inną opowieść.

1 W przypadku USA szacuje się, że 80% Amerykanów mieszka na obszarach zurbanizowanych. Większość obywateli Stanów Zjednoczonych spędza mniej niż 5% czasu na zewnątrz.
2 Zob. też punkt 5 niniejszego artykułu.
3 Świeże pieczywo może zaszkodzić koniowi na dwa sposoby – albo fermentując i wywołując kolkę, albo przylepiając się do podniebienia i powodując paniczną ucieczkę, w wyniku której koń rani siebie i osoby postronne.
4 Zdarza się, że konie jedzą mięso, dlatego w przypadku koni rzeźnych bada się ich tkanki na obecność włośnia. Bywa, że konie zabijają i zjadają szczura, który dobiera im się do paszy w żłobie. Konie afgańskie w swej ojczyźnie tradycyjnie karmione są czymś w rodzaju pulpetów z baraniego mięsa i tłuszczu (nie na co dzień, oczywiście – przed dorocznymi zawodami w grze buzkaszi).
5 Koń, który źle znosi podciąganie popręgu (gryzie, staje dęba, ucieka), może mieć wrzody żołądka spowodowane niewłaściwym żywieniem.
6 Pracując cierpliwie i konsekwentnie udało nam się oduczyć ją gryzienia ludzi w poszukiwaniu smakołyków, ale człowiek nieobeznany z końskim behawiorem w ciągu kilku podejść mógłby spowodować u klaczy nawrót dawnych zachowań, lub ich dalszy niebezpieczny rozwój.
7 Końskich cukierków, oczywiście - w żadnym wypadku ludzkich!
8 W 2016 roku głośna była sprawa sześciu (!!!) zamordowanych koni z ośrodka jeździeckiego w Niestępowie w województwie pomorskim. Sekcja zwłok zwierząt, przeprowadzona w Państwowym Instytucie Weterynaryjnym w Puławach wykazała, że konie mogły zostać otrute – przyczyną ich śmierci była ostra niewydolność krążeniowo – oddechowa. Czy mając taką wiedzę, właściciel koni może spokojnie patrzeć, jak obca osoba dokarmia jego zwierzęta (zwłaszcza, że najczęściej przyłapany na rozdawaniu smakołyków dokarmiacz oddala się w pośpiechu bez słowa)..?


Bibliografia
  1. Bagłaj E., Marek Trela. Moje konie, moje życie, Warszawa 2016
  2. Dietz O., Huskamp B., Praktyka kliniczna: KONIE, Łódź 2011
  3. Gołąb J., Kopyta doskonałe. Naturalna pielęgnacja i rehabilitacja, Warszawa 2011
  4. Kotłubaj H., Weterynarya gospodarska z fizyologią, anatomią, nauką o powiedzchowności oraz hygieną zwierząt domowych, Warszawa 1893
  5. Lange C., Jazda konna – etykieta. Podręcznik dobrego zachowania dla jeźdźca i konia, Warszawa 2006
  6. von Neumann-Cosel-Nebe I., Zrozumieć konia. Poradnik jeździecki, Warszawa 2000
  7. Szeligowski E., Żakiewicz M., Chirurgia weterynaryjna Kulczyckiego, Warszawa 1978
  8. Szeligowski E., Weterynaryjna diagnostyka chirurgiczna Kulczyckiego, Warszawa 1994
  9. Wohlleben P., Duchowe życie zwierząt, Kraków 2017
© Stajnia Girawolta Blog
Nasale Nowy Gródek 3
46-220 Byczyna
tel.: +48 731 085 161
e-mail: stajnia.girawolta@gmail.com