Katarzyna Komar
07-02-2020

Dziwna zapłata

Końskie łajno jako wynagrodzenie za pracę

Na północny wschód od Mostu leży Špičák. Wzgórze to jest oddalone o mały kwadrans od miasta. Ma ono dość strome zbocza, a u podnóża wiele skał. Jego nazwa wywodzi się oczywiście od szpiczastego kształtu wzgórza. Mieszka w jego wnętrzu od niepamiętnych czasów trzydziestu zaklętych jeźdźców razem ze swymi końmi. Kiedy czeska ziemia będzie cierpiała nadmierny ucisk wroga, wówczas owi rycerze przybędą na pomoc, by zgładzić nieprzyjaciół. Na północnym stoku wzgórza poprzez źródło wypływa końska gnojowica, przez co skały po tej stronie są ustawicznie mokre i wyglądają na brudne. Kto po tych skałach podejdzie do wspomnianego źródła, usłyszy dzwonienie i nie będzie mógł zejść na dół, aż póki trzeciego dnia dzwonienie się nie powtórzy. Tymczasem będzie słyszał dobiegające z wnętrza góry hałasy, które czynią rycerze, ćwiczący się we władaniu bronią.
Jednego razu czeladnik kowalski poszedł w niedzielę na Špičák i ujrzał na swojej drodze otwarte wrota, które prowadziły w głąb góry. Wyszedł ku niemu rycerz i powiedział, by czeladnik przyniósł swoje kowalskie narzędzia i podkuł na nowo konie. Tak więc kowalczyk poszedł do domu, przyniósł żelazo i podkuł wszystkie rumaki. Gdy uporał się z robotą, dowódca rycerzy polecił czeladnikowi, by napełnił swój fartuch końskim łajnem i zabrał je do domu jako zapłatę. Kowalczyk zauważył, że to bardzo skromne wynagrodzenie, ale zabrał trochę gnoju do fartucha, a kiedy wyszedł z wnętrza góry, zobaczył, że zamiast końskiego łajna ma w fartuchu błyszczące dukaty.

Grzybom też obornik odpowiada...
Podanie to do złudzenia przypomina polskie legendy o śpiących rycerzach – choćby tę o wojsku Chrobrego, zamkniętym we wnętrzu tatrzańskiej Pisanej. Od czeskiej wersji różni się tym, że rycerz jako zapłatę dał kowalowi połamane podkowy, hufnale i ścinki rogu kopytowego. Mogę jeszcze dodać, że o ile złom żelazny zawsze miał jakąś wartość, o tyle nawóz koński niekoniecznie. Jeszcze nie tak dawno właściciele stajni pozbywali się obornika za darmo, zadowoleni, że ktoś go w ogóle chciał zabrać. W ostatnich latach obserwuję wzrost zainteresowania obornikiem wśród rolników (zwłaszcza tych, którzy dotąd polegali wyłącznie na nawozach sztucznych) i działkowiczów, którzy chętnie kupują pakowany w worki przekompostowany nawóz bez słomy, płacąc naprawdę sporo.
Koński nawóz był ceniony w ludowej medycynie – we wschodniej Galicji używano jako środka przeciw chorobom płuc (okłady z ciepłych odchodów); w Czerniachowsku (dawne Prusy Wschodnie, obecnie obwód kaliningradzki) cierpiącego na syfilis zakopywano aż po szyję w stercie końskiego obornika – nawóz miał wyciągać z ciała chorego „złe soki”. W Szwabii nawet pito (!!!) rozrobiony w wodzie źródlanej obornik. Na Słowiańszczyźnie zaś grudki nawozu, wyrzucanego spod kopyt biegnącego rączego konia, wcierano w zaatakowane artretyzmem stawy…
Obecnie obornik koński ma nieco mniej różnorodne zastosowania, chociaż – poza rolnictwem czy ogrodnictwem - może być z powodzeniem używany jako paliwo. Póki co może wygląda to na fanaberię, jednak rosnące koszty ściółki dla koni (słoma, trociny) i konieczność jakiegoś zagospodarowywania odpadów stajennych mogą w niedalekiej przyszłości wymusić taki sposób wykorzystania obornika...

Bibliografia
  1. Bächtold-Schaubli H., Hoffmann-Krayer E., Handwörterbuch des deutschen Aberglaubens, Bd. 6, Berlin-New York 1987
  2. Kühnau R., Schlesische Sagen, Bd. I, Spuk- und Gespenstersagen, Leipzig 1910
  3. Vargas W., Zych P., Bestiariusz słowiański. Rzecz o skrzatach, wodnikach i rusałkach, Olszanica 2012
Zasoby internetowe:
  1. Janicki E., Pecunia non olet, w: Koń polski 11/2011
© Stajnia Girawolta Blog
Nasale Nowy Gródek 3
46-220 Byczyna
tel.: +48 731 085 161
e-mail: stajnia.girawolta@gmail.com