Katarzyna Komar
15-01-2020

Dlaczego Pearle Girl ma krótki ogon?

Ponieważ bardzo często to pytanie zadają nam osoby odwiedzające naszą stajnię, pomyślałam, że może warto wrzucić odpowiedź na stajennego bloga. Zwłaszcza, że niektórzy odwiedzający reagują na konia z krótkim ogonem oburzeniem, zakładając, że to my go tak oszpeciliśmy. Cóż możemy powiedzieć – to bardzo dobrze, że ludzie są coraz bardziej wrażliwi na krzywdę zwierząt. Starsi odwiedzający, tacy, którzy pamiętają jeszcze drugą wojnę światową, sugerują nam czasem, że być może ktoś Perełce ogon przypalił, żeby włosie nie odrastało. Ponoć niemiecki okupant postępował w ten sposób z polskimi końmi – po obcięciu włosia przypalano rozżarzonym żelazem skórę ogona, co powodowało trwałe okaleczenie konia – długi włos już nie odrastał. Tymczasem Pearle Girl ma się dobrze, nikt jej nie okaleczył, nikt jej włosia nie obcinał – to jej własne, tarantowate geny (tzw. Leopard Complex), odziedziczone po przodkach rasy appaloosa.
Jeleni tarant

Taranty w dziejach

Uważa się, że nakrapiane konie pojawiły się już w czasach prehistorycznych, co można zobaczyć na prehistorycznych malowidłach naskalnych w europejskich jaskiniach; ich wizerunki pojawiają się także w sztuce starożytnej Grecji, Chin czy Persji, a także w XI - i XII – wiecznej Anglii czy Francji. Gdy hiszpańscy konkwistadorzy przybyli do Ameryki, mieli ze sobą konie, także tarantowate. Wiadomo, że jeden z koni Corteza był maści tarantowatej, o wzorze „płatków śniegu”.
Moda na tarantowate konie pojawiła się w Europie na początku XVII wieku, a w połowie XVIII wieku tarant był symbolem statusu – coś jak dzisiaj luksusowy, sportowy samochód, przy czym były zarezerwowane raczej dla szlachty i panujących. I tak na przykład książę Konstanty Wiśniowiecki podarował hrabiemu de Mesme d’Aveux siedem jednakowych „pstrokatych” koni – nieczęsto spotykany magnacki zaprzęg. Arystokrata wzbraniał się przed przyjęciem ogromnie kosztownego podarku, ale książę nakłonił go do przyjęcia rumaków, mówiąc, iż inaczej je zastrzeli.
Miłośnikiem tarantowatych koni był także król Jan Sobieski. W czasach jego panowania hodowla koni w Rzeczpospolitej bardzo się ożywiła – konie w stajniach magnackich liczono już nie na sztuki, a na cugi (co najmniej sześć koni). Jeśli nie udawało się dobrać cugów pod względem maści, farbowano koniom grzywy, ogony, albo domalowywano ciapki – nie było trudno zrobić z siwka taranta. Stosowano także inne zabiegi kosmetyczne (na przykład ciężkim koniom niemieckim oskrobywano pęciny szkłem, żeby usunąć długie włosie, które Polakom się nie podobało), ale o tym za chwilę.
Z czasem konie tarantowate, jako symbol sukcesu materialnego, zaczęli nabywać bankierzy, inwestorzy, przemysłowcy. Ponieważ stały się bardziej egalitarne, straciły rangę symbolu luksusu i zaczęto uważać je za staromodne i w złym guście. Dlatego też pod koniec XVIII wieku ogromną liczbę tarantów wywieziono do obu Ameryk, w tym także na tereny zamieszkane przez Indian z plemienia Nez Percé (część Idaho, Oregonu, Waszyngtonu, gdzie panują warunki wręcz wymarzone do hodowli wielkiej liczby koni).
Wyraźnie widać białe twardówki

Konie appaloosa

Pierwsze zapiski o koniach, które zdobyli Indianie Nez Percé od Szoszonów, pochodzą z 1730 roku. Jako, że trudnili się rolnictwem, mieli najwyraźniej również pojęcie o hodowli zwierząt – stosowali ostrą selekcję hodowlaną, nie pozwalając koniom rozmnażać się dowolnie, a dobierali zwierzęta do rozrodu. Kastrowali gorsze ogiery, a konie nie nadające się ich zdaniem do hodowli, sprzedawali. W połowie XVIII wieku mieli już dobrze zorganizowaną hodowlę, a pod koniec stulecia ich konie były bardzo cenione zarówno przez rdzenną ludność Ameryk, jak i przez Europejczyków. Opisywane je jako „eleganckie rumaki bojowe, godne książąt”. W miarę jak coraz więcej Europejczyków osiedlało się na terenach należących do Nez Percé, wzrastało zapotrzebowanie na hodowane przez nich wierzchowce, a pieniądze pozyskiwane ze sprzedaży koni stały się ważnym źródłem dochodów plemienia.
Podczas wojny z Nez Percé w 1877 roku Armia USA schwytała około tysiąca ocalałych z bitew koni, z których część sprzedano, a resztę zastrzelono. Rasa ocalała dzięki stadom pozostawionym w dolinie Wallowa i koniom, które zostały porzucone lub uciekły Indianom w drodze do kanadyjskiej granicy. Ucieczka plemienia Nez Percé, ściganego przez Armię USA przez 1400 mil, powiodła się w znacznej mierze dzięki szybkim, zwinnym i odpornym wierzchowcom.
Krótki ogon - jeszcze zupełnie czarny

Na skraju zagłady

Ocaleli z wojny Indianie – w sumie tylko 450 osób wraz z wodzem - zostali osiedleni w rezerwacie w Oklahomie. Pozwolono im zatrzymać tylko niewielką część koni. Armia USA wydobywała od Nez Percé informacje dotyczące hodowli rasy i zmuszała Indian do hodowania koni bardziej odpowiadających potrzebom wojska – krzyżowano ciężkie pociągowe klacze z ogierami Nez Percé.
Zbiegłe konie natomiast chwytali biali osadnicy i używali ich potomstwa do pracy na farmach; można je było zobaczyć także na różnych występach (m. in. cyrkowych) i pokazach. Rasę zaczęto nazywać Palouse, od nazwy rzeki, która przepływała przez ziemie należące ongiś do Nez Percé.
Pierwsze działania zmierzające do ochrony rasy podjęto w 1937 roku – w magazynie „Western Horseman” pojawił się artykuł profesora historii F. D. Hainesa o koniach appaloosa, nawołujący do zachowania rasy. Haines przed napisaniem tekstu poświęcił wiele czasu i pracy, zbierając informacje o koniach Nez Percé, odwiedzając indiańskie wioski, robiąc zdjęcia. Wydawca magazynu, również wielki miłośnik tej rasy, popierał działania Hainesa, dzięki czemu w czasopiśmie pojawiały się kolejne teksty o koniach appaloosa, budząc coraz większe zainteresowanie czytelników. Dzięki temu już rok później zarejestrowano klub hodowców – Appaloosa Horse Club, który na początku liczył tylko kilku członków. Ponieważ w początkach odbudowywania rasy krzyżowano konie appaloosa z arabami, aż 10 z 15 zarejestrowanych w klubie koni było krzyżówkami. Później do krzyżowania zaczęto także używać folblutów i AQH oraz standardbredów (kłusaków amerykańskich) i morganów; tak było do 1983 roku, kiedy ustalono limity dotyczące krzyżówek.
Białe włosy na czole

Stary typ a nowy

Appaloosa w starym typie był wysoki, smukły i miał długie kończyny, wykazując podobieństwo do XVIII – wiecznych koni hiszpańskich, od których się wywodził. Często miał szczupaczy profil, rzadką i słabą grzywę oraz ogon. Charakteryzowały go gładkie, posuwiste chody. Później wskutek dolewu krwi rasy quarter horse koń appaloosa zaczął rozwijać większe prędkości, a dolew krwi arabskiej pozwolił na stworzenie wymarzonego konia reiningowego. Krzyżówki z folblutami, promowane w latach 70. XX wieku poprawiły osiągi koni appaloosa na torach wyścigowych. Z powodu krzyżowania z rasami koni czystej i pełnej krwi, konie appaloosa nie są wyrównane w typie. Jednak aby taki koń mógł zostać zarejestrowany w ApHC, nie może na pewno być kucem ani koniem zimnokrwistym – jego wzrost musi się zamykać pomiędzy 14 a 16 dłoni (czyli między 142,5 a 162, 5 centymetra), a waga może się wahać od 950 do 1250 funtów (430 do ok 567 kg).
Obecnie niektórzy miłośnicy rasy prowadzą hodowlę w kierunku poprawienia skąpego uwłosienia ogona i grzywy, które uważają za „nieładne”1. Należy jednak pamiętać o tym, że twórcy rasy preferowali słabe uwłosienie, które lepiej sprawdzało się podczas polowań w lasach – grzywa i ogon nie zaplątywały się w gałęzie.
Pionowe pasy rogu kopytowego

Interesująca genetyka

Szeroki wachlarz rodzajów umaszczenia tarantowatego i ciekawe warianty pigmentacji od dawna fascynują hodowców i genetyków. W 2013 roku, po przeszło dziesięciu latach badań, zespół Appaloosa Project ukończył badania, których rezultatem był test DNA, pozwalający na wykrycie mutacji genu LP (Leopard Complex). Nie jest on oczywiście jedynym, który odpowiada za umaszczenie tarantowate – ponieważ jest ono tak różnorodne, wymaga współdziałania kilku genów. Wiadomo już obecnie, że za rozmaitość wzorów odpowiadają ponadto geny PATN1 i PATN2 (od ang. pattern – wzór). Oba te geny również odkrył zespół Appaloosa Project. Jednak wszystko zaczyna się od genu LP – bez przynajmniej jednej kopii tego genu umaszczenie tarantowate nie wystąpi. Warunkuje on takie cechy konia appaloosa, jak nakrapiana sierść/skóra (wokół oczu, genitaliów i pyska – tzw. żabi pysk), białe twardówki oczu (tzw. ludzkie oko), pręgowane kopyta oraz postępującą zmianę koloru sierści (przypominającą nieco umaszczenie dereszowate). W przypadku genu LP występuje zjawisko niepełnej dominacji – oznacza to, że dwie kopie tego genu spowodują inny wygląd konia, niż jedna.
Wyróżnia się wiele wariantów umaszczenia tarantowatego:
  • cętkowany: ciemne lub jasne cętki; mogą się pojawić tylko na niektórych częściach ciała,
  • lampart (leopard): najpowszechniej kojarzony z umaszczeniem tarantowatym – plamki o barwie maści zasadniczej na białej sierści, pokrywające całe ciało (lub prawie całe). Odmianą tego umaszczenia jest nakrapiane (ang. mottled) – koń jest zupełnie biały, a tylko na skórze widać różnice w pigmentacji,
  • bez plamek/nieliczne plamki (few spot leopard): sierść biała, niewiele plamek
  • płatki śniegu: białe cętki na tle maści zasadniczej; zazwyczaj przybywa ich z wiekiem,
  • oszroniony: przypomina umaszczenie dereszowate; jest to mieszanina białych włosów z ciemnymi maści zasadniczej, przy czym białych włosów jest więcej na biodrach i zadzie. Ten wzór może się ograniczać tylko do części ciała (głównie zad),
  • derka (czapraczo-tarantowaty): białe włosy pokrywające (głównie) zad i biodra, czasem posiada też cętki w kolorze maści zasadniczej; może się zmieniać z wiekiem,
  • werniksowy/marmurkowy: mieszanina włosów białych i maści zasadniczej, przy czym jasnych włosów więcej jest na czole, szczękach, grzbiecie, lędźwiach i biodrach. Ciemniejsza sierść z kolei pojawia się wszędzie tam, gdzie kości są płytko pod skórą – na kościach jarzmowych, nad oczami, na guzach biodrowych i kończynach – za łokciem, na stawie kolanowym. Ten właśnie wzór umaszczenia posiada nasza Perełka.
Pearle Girl - umaszczenie letnie

Rat tail – szczurzy ogon

Ponieważ Perełka ma w swoim rodowodzie konie appaloosa w starym typie, takie jak Speckel Boy, wyhodowany w Kanadzie w 1945 roku – niepokonany koń reiningowy, czy Polly, posiada cechy po nich odziedziczone, w tym cienką, rzadką grzywę i krótki ogon o delikatnym, zupełnie niekońskim włosiu. Nie pozostaje nic innego, jak się z tym pogodzić. Możemy jedynie dbać, by włosie nie ulegało wytarciu podczas drapania, bo wyjątkowo łatwo się to dzieje, zwłaszcza latem, gdy dokuczają Perełce owady. W związku z tym pilnujemy, by okolice ogona pozostawały bezwzględnie czyste, spryskane repelentem, a włosie nawilżone i natłuszczone specjalnymi preparatami. Wygląd ogona Perełki nie ma nic wspólnego z, jak niektórzy odwiedzający nas przypuszczali, barbarzyńskimi zabiegami w rodzaju kurtyzowania czy anglizowania.
Pearle Girl - umaszczenie zimowe

Niebezpieczna moda

Anglizowanie ogona już w XIX wieku uważane było za bezsensowne i okrutne, ale wielu handlarzy, podążając za ówczesną modą, „upiększało” niezbyt poprawnie zbudowane konie, nadając im tak pożądaną przez kupujących wyższą odsadę ogona. W tym celu podcinano koniowi mięśnie powodujące naturalne przyleganie ogona do zadu, osiągając w ten sposób bardziej poziome i wyższe jego noszenie, cechujące konie szlachetne (m. in. araby, folbluty). Niestety, efekt osiągany dzięki zabiegowi często był odwrotny od zamierzonego, bo u konia z wadami budowy, jak spadzisty zad czy nisko osadzony ogon łukowato wygięta ku górze odsada wyglądała karykaturalnie. Ale to i tak nie powstrzymało handlarzy przed „naprawianiem” koni. Nie powstrzymały ich także dość często zdarzające się powikłania po tego rodzaju zabiegach – nie tylko związane z tym, że „operacja” odbywała się bez znieczulenia, na skrępowanym koniu (leżącym lub stojącym; różnie) – złamania kręgosłupa, łopatek, kości udowych, porażenia nerwów, zwłaszcza twarzowych, ale także gangrena, przetoki odbytu, tężec itp. Kres bezsensownej modzie położyła dopiero pierwsza wojna światowa – konie z podciętymi ogonami, nie mogąc się bronić przed rojami owadów, masowo ginęły podczas bitew, ponieważ w rozdrażnieniu nie dawały sobą kierować. Tak „upiększonych” koni nie chcieli także kupować chłopi, bo koń, niemogący się bronić przed gzami, zamiast ciągnąć pług czy wóz, stawał dęba, bił kopytami czy ponosił, stanowiąc poważne zagrożenie dla siebie i otoczenia.
Obecnie w Polsce kurtyzowanie ogona, czyli usuwanie części rzepa ogonowego, od czasu wejścia w życie ustawy o ochronie zwierząt, jest całkowicie zabronione. W Stanach Zjednoczonych jednak zdarzają się konie z ogonami anglizowanymi (u ras używanych do pokazów), kurtyzowanymi (konie pociągowe – zapobiega to chwytaniu lejców ogonem) czy, niespotykane, zdaje się, nigdzie indziej, blokowanie nerwów zaopatrujących ogon za pomocą nastrzykiwań alkoholem. Zabieg ten powoduje, że ogon zwisa bezwładnie, co nie pozwala koniowi na wyrażanie niezadowolenia w czasie zawodów czy pokazów, a co za tym idzie, zapobiega utracie punktów przez zawodnika.
Do innych idiotycznych metod „upiększania” koni należy wycinanie włosków z uszu czy obcinanie włosów czuciowych na pysku, co się niestety widuje także w niektórych miejscach Europy, nie tylko w USA. Pozostaje mieć nadzieję, że kiedyś odejdą do lamusa, tak jak wspomniane przeze mnie wyżej oskrobywanie pęcin szkłem. Brrr, straszne. Ale jest jakieś światełko w tunelu, jak widać po naszych odwiedzających...
Speckel Boy - jeden z 300 pierwszych koni zarejestrowanych w ApHC www.appaloosaterritory.com

1 Niektórzy hodowcy grzywę koni appaloosa określają jako ”szczotkę” (brush mane), a ogon jako „miotłę” (broomstick tail). Coś w tym jest...

Bibliografia
Źródła i opracowania:
  1. Dzięciołowski P., Piękno podszyte okrucieństwem, w: www.hejnakon.pl
  2. Kotłubaj H., Strzelecki A., Encyklopedja rolnicza i rolniczo-przemysłowa, t. 1, Warszawa 1888
  3. Sopoćko K. M., Zaprzęgi, Warszawa 1982
  4. Szeligowski E., Żakiewicz M., Chirurgia weterynaryjna Kulczyckiego, Warszawa 1978
  5. Żurawska T., Polskie powozy, Ossolineum 1982
Zasoby internetowe:
  1. www.appaloosamuseum.org
  2. Archer S., Bellone R., A breeder’s guide to the Leopard Complex gene (LP), w: www.appaloosaproject.co
© Stajnia Girawolta Blog
Nasale Nowy Gródek 3
46-220 Byczyna
tel.: +48 731 085 161
e-mail: stajnia.girawolta@gmail.com